m.

XCVIII

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 30, 2007

Chodziło bardziej o powołanie. I o hipotetyczny moment pozbawienia go.

*

Siedzę przy starym dębowym stole. Mam zaciśnięte dłonie, para bucha mi w twarz. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułem tak intensywny zapach.

*

Nie ma żadnego stołu ani zapachu, są tylko zaciśnięte dłonie.

*

Trzeba uważać, żeby statyczność nie była nazbyt. Pochłonie bezpieczeństwo i stanie się uciążliwym bezruchem. Doświadczam, tak – teraz.

*

Szukałam ostatnio węzłów, punktów sprawczych. Znalazłam; wszystko sprowadza się do dwóch nazwisk, kto by pomyślał.

XCVII

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 27, 2007

Gdyby nagle zabrano narzędzie (pióro/saksofon/aparat/…)

Kim wtedy. Przed sobą z dzisiaj.

XCVI

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 24, 2007
dsc_0888adaa.jpg

XCV

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 23, 2007
untitled-1.jpg

Kreatury.

_______________________________

Od małego przyciągałam pewien typ ludzi. Dla całej reszty chociażby takie dwie godziny skazania na siebie nie są zbyt przyjemne.

Ciśnienie nie jest wystarczająco wysokie. Za biurkiem jest dużo kurzu, a na podłodze leżą jeszcze nigdy nieczytane pisma.

Otagowano z:,

XCIV

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 18, 2007

Jechaliśmy samochodem. Na dworze było jakieś -1. Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z niebezpieczeństwa, ot jedna z tysięcy kapsuł. Pyk pyk.
To był ten krótki moment, kiedy na zewnątrz jest jasno. Bo przecież ostatnio wciąż ciemno, wciąż mrok, który garnie się do oczu. Oświetlenie elektryczne nie spełnia roli słońca, potwierdzają to wszystkie badania naukowe; musimy w końcu sami przed sobą zdegradować technikę.

*

Nie mogę przegryźć się do końca przez Flussera.
Sen mam spokojny, tylko ten dziwny obraz na suficie.

Maniakalnie oglądam używane książki na Allegro, kolejna rzecz bez efektu końcowego, a z ubocznym.

*
Jestem zmęczona.

*

XCIII

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 15, 2007

Siedzi od rana przy komputerze, przepisuje powoli notatki. I z nadzieją pyta, czy jutro gdzieś wychodzę.

- Tato, taśma Ci się odkeiła od oprawki
- Jak prawdziwy emeryt
- Tato, czemu to co przepisujesz jest takie małe?
- Bo to ściągawki. Profesor nie dowidzi, a ja siedzę przy samych drabinkach. Zresztą, przyjdę wcześniej i zajmę sobie miejsce.

Misternie ułożony plan?
Coś ściska w środku.

*

Postęp jest tylko pozorny.
W sprawianiu pozorów nigdy nie byłam dobra.

*

Coś nie tak z moim kłem. Czy można prowadzić pojazd przy takich bólach głowy.

XCII

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 12, 2007

Kategorię czasu zamieńmy na kategorię siły. Wtedy wszystko będzie jaśniejsze.

XCI

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 10, 2007

Kazałam siostrze zjadać wieczorami kanapki, których sama nie zjadałam w szkole.

*

Byłam zawsze lepsza we wszystkim.

XC

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 10, 2007

Bardzo możliwe, że niedługo umrę. Z głowy wyrośnie wijąca się roślina, i zacznie oplatać, wszystkich tych, którzy. Tak, którzy.

Już teraz mam problemy z utrzymaniem tej rośliny w głowie. Wygina mi szyję, chce wyjść oczami. Uwielbia naciskać na skorupę.

Znowu cierpię na Te bóle głowy. W Abramowicach mówili, że jestem zdrowa.

LXXXIX

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 7, 2007

Tylko musisz wziąć pod uwagę, że za obrazem stoją ludzie.
A może lepiej uwolnić się od tego.

LXXXVIII

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 6, 2007

Czujesz pewną przystawalność między tym co piszemy. Nie masz innego wyjścia . Pozornie różne tory sprowadzają się do takiej samej dbałości o znaczenie.

Książka.
Muzyka jest wszechświatem. Słowo ciałem.

Jestem ja i oni. Oni mają inne oczy. Pod nich można podstawić wszystko co nie jest mną.

Mam obrazy.  Oni mają czarne przepaski na oczach, moja jest biała. Ja mówię, każdy wyraz płynie w czasie, oni nie słuchają. Nie potrafię pokazać, że mam duszę.

Gruby zeszyt, a w nim scenariusze.

LXXXVII

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 5, 2007

Ostatnio dużo czasu spędzasz samotnie. Czytasz Baudrillarda i bawisz się w nieskończoność wstęgą Möbiusa.

Mówisz, że dowiedziałeś się, że są tylko dwie możliwości. Mogę zaniechać wszystkiego na wstępie i być nic nie wart, albo pogrążyć się w orgii społecznej i paść ze zmęczenia.

A przecież uciekasz w muzykę poważną, to twoja odmiana podróży na wschód.
Myślę, że powoli odkryjesz, że jest jeszcze trzecie rozwiązanie. To prawdziwie.

Ja tymczasem znów imploduję. Poddajemy się coraz częściej.
Choć dziś czuję naturę, świeże powietrze w płucach i w środku miasta. Wdech i słońce.

LXXXVI

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 5, 2007
Otagowano z:,

LXXXV

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 3, 2007

Oni nie słuchają. Mają ciasne, zamknięte umysły.
Nigdy nie przyznają się do błędu.

LXXXIV

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 3, 2007

Potrzebuję 2 albo 3 kompetentne i potrafiące pisać młode osoby.
Nie wierzę, że nie ma.

Mam dosyć swojego zażenowania niektórymi ludźmi; ja rozumiem, że jestem głupia, nie mam czasu, i zarywam studia, ale na Boga to co reprezentują sobą inni ludzie przechodzi wszelkie moje wyobrażenia. Jeśli dodać jeszcze fakt, że jestem na tych studiach przypadkiem, a inni z powołania (…)

Przykro tylko słuchać, gdy komuś wypsnie się, że nie warto.

Ja jestem uparta.

LXXXIII

Opublikowany w - przez m. w dniu grudzień 1, 2007

Mam w głowie choinki.

(…)

(auto)ironie z (nie)znania (nie)(po)znanych
Spać <-> Śnić