XCVIII
Chodziło bardziej o powołanie. I o hipotetyczny moment pozbawienia go.
*
Siedzę przy starym dębowym stole. Mam zaciśnięte dłonie, para bucha mi w twarz. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułem tak intensywny zapach.
*
Nie ma żadnego stołu ani zapachu, są tylko zaciśnięte dłonie.
*
Trzeba uważać, żeby statyczność nie była nazbyt. Pochłonie bezpieczeństwo i stanie się uciążliwym bezruchem. Doświadczam, tak – teraz.
*
Szukałam ostatnio węzłów, punktów sprawczych. Znalazłam; wszystko sprowadza się do dwóch nazwisk, kto by pomyślał.
XCVII
Gdyby nagle zabrano narzędzie (pióro/saksofon/aparat/…)
Kim wtedy. Przed sobą z dzisiaj.
XCV

Kreatury.
_______________________________
Od małego przyciągałam pewien typ ludzi. Dla całej reszty chociażby takie dwie godziny skazania na siebie nie są zbyt przyjemne.
Ciśnienie nie jest wystarczająco wysokie. Za biurkiem jest dużo kurzu, a na podłodze leżą jeszcze nigdy nieczytane pisma.
XCIV
Jechaliśmy samochodem. Na dworze było jakieś -1. Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z niebezpieczeństwa, ot jedna z tysięcy kapsuł. Pyk pyk.
To był ten krótki moment, kiedy na zewnątrz jest jasno. Bo przecież ostatnio wciąż ciemno, wciąż mrok, który garnie się do oczu. Oświetlenie elektryczne nie spełnia roli słońca, potwierdzają to wszystkie badania naukowe; musimy w końcu sami przed sobą zdegradować technikę.
*
Nie mogę przegryźć się do końca przez Flussera.
Sen mam spokojny, tylko ten dziwny obraz na suficie.
Maniakalnie oglądam używane książki na Allegro, kolejna rzecz bez efektu końcowego, a z ubocznym.
*
Jestem zmęczona.
*
XCIII
Siedzi od rana przy komputerze, przepisuje powoli notatki. I z nadzieją pyta, czy jutro gdzieś wychodzę.
- Tato, taśma Ci się odkeiła od oprawki
- Jak prawdziwy emeryt
- Tato, czemu to co przepisujesz jest takie małe?
- Bo to ściągawki. Profesor nie dowidzi, a ja siedzę przy samych drabinkach. Zresztą, przyjdę wcześniej i zajmę sobie miejsce.
Misternie ułożony plan?
Coś ściska w środku.
*
Postęp jest tylko pozorny.
W sprawianiu pozorów nigdy nie byłam dobra.
*
Coś nie tak z moim kłem. Czy można prowadzić pojazd przy takich bólach głowy.
XCI
Kazałam siostrze zjadać wieczorami kanapki, których sama nie zjadałam w szkole.
*
Byłam zawsze lepsza we wszystkim.
XC
Bardzo możliwe, że niedługo umrę. Z głowy wyrośnie wijąca się roślina, i zacznie oplatać, wszystkich tych, którzy. Tak, którzy.
Już teraz mam problemy z utrzymaniem tej rośliny w głowie. Wygina mi szyję, chce wyjść oczami. Uwielbia naciskać na skorupę.
Znowu cierpię na Te bóle głowy. W Abramowicach mówili, że jestem zdrowa.
LXXXIX
Tylko musisz wziąć pod uwagę, że za obrazem stoją ludzie.
A może lepiej uwolnić się od tego.
LXXXVIII
Czujesz pewną przystawalność między tym co piszemy. Nie masz innego wyjścia . Pozornie różne tory sprowadzają się do takiej samej dbałości o znaczenie.
Książka.
Muzyka jest wszechświatem. Słowo ciałem.
Jestem ja i oni. Oni mają inne oczy. Pod nich można podstawić wszystko co nie jest mną.
Mam obrazy. Oni mają czarne przepaski na oczach, moja jest biała. Ja mówię, każdy wyraz płynie w czasie, oni nie słuchają. Nie potrafię pokazać, że mam duszę.
Gruby zeszyt, a w nim scenariusze.
LXXXVII
Ostatnio dużo czasu spędzasz samotnie. Czytasz Baudrillarda i bawisz się w nieskończoność wstęgą Möbiusa.
Mówisz, że dowiedziałeś się, że są tylko dwie możliwości. Mogę zaniechać wszystkiego na wstępie i być nic nie wart, albo pogrążyć się w orgii społecznej i paść ze zmęczenia.
A przecież uciekasz w muzykę poważną, to twoja odmiana podróży na wschód.
Myślę, że powoli odkryjesz, że jest jeszcze trzecie rozwiązanie. To prawdziwie.
Ja tymczasem znów imploduję. Poddajemy się coraz częściej.
Choć dziś czuję naturę, świeże powietrze w płucach i w środku miasta. Wdech i słońce.
LXXXV
Oni nie słuchają. Mają ciasne, zamknięte umysły.
Nigdy nie przyznają się do błędu.
LXXXIV
Potrzebuję 2 albo 3 kompetentne i potrafiące pisać młode osoby.
Nie wierzę, że nie ma.
Mam dosyć swojego zażenowania niektórymi ludźmi; ja rozumiem, że jestem głupia, nie mam czasu, i zarywam studia, ale na Boga to co reprezentują sobą inni ludzie przechodzi wszelkie moje wyobrażenia. Jeśli dodać jeszcze fakt, że jestem na tych studiach przypadkiem, a inni z powołania (…)
Przykro tylko słuchać, gdy komuś wypsnie się, że nie warto.
Ja jestem uparta.
LXXXIII
Mam w głowie choinki.
(…)
(auto)ironie z (nie)znania (nie)(po)znanych
Spać <-> Śnić


zostaw komentarz